03.11.2009
relacja z próby

Nie tylko o „turystyce emocjonalnej”…

Od prawie miesiąca na Scenie Kameralnej trwają próby do „Zagraj to jeszcze raz, Sam”. Tę, która odbyła się 3 listopada, otworzył monolog Allana (Maciej Wizner). Bohater przed chwilą wyznał miłość pięknej żonie przyjaciela, zaskoczona kobieta wyszła, a on w panice zastanawia się, czy Linda wcześniej powie o wszystkim Dickowi czy może raczej od razu pójdzie na policję. Allan policzkuje się, mówiąc „Jestem bydlę!”, a aktor swoje kwestie kieruje w stronę widowni. Reżyser radził mu, by, grając, nie popadał w prawdziwe emocje, ponieważ w tej scenie od żołądka zdecydowanie ważniejsza jest głowa. Tak więc Grzegorz Kempinsky, uderzając o poręcz fotela, nadawał tempo monologowi Allana, a bohater – płaczliwie, niczym Maks w słynnym „Kobieta mnie bije!” z „Seksmisji” – konstatował: „Ja nie jestem Humphrey Bogart! I nigdy nim nie będę!”. Ta scena pokazała również, że – mimo obecności na widowni jedynie kilku osób - niełatwo o 10.00 wzbudzić w sobie tak ekstremalne emocje, co nie zmienia faktu, że Maciej Wizner grał na pełnych obrotach, nie markując uderzeń w twarz. Tak właśnie wygląda coś, co reżyser określił mianem „turystyki emocjonalnej”.

Później przyszedł czas na początek pierwszego aktu. Allan kroi na desce kuchennym nożem cebulę, mówiąc, że wprawdzie w scenariuszu było napisane, że ma płakać, oglądając film z Bogartem, ale dyrekcji Teatru nie stać na tantiemy za hollywoodzki film („Nawet mi napisów nie puścili!”), więc reżyser wymyślił tę scenę w ten sposób. Kiedy Allan wspomina, że płacze, ponieważ właśnie zostawiła go żona, w retrospekcji pojawia się Nancy. Grająca ją Kasia - wysoka, długonoga brunetka – jest w tej roli fenomenalna. Podczas pierwszej próby czytanej reżyser nazwał byłą żonę Allana „zimną suką” i taką też oglądamy ją na scenie. Gdy Nancy oświadcza bohaterowi, że nie nadają na tych samych falach, a i fizycznie nie był w jej typie, jest naprawdę odpychająca. W tej sytuacji Allan próbuje popełnić samobójstwo, ale nawet to mu się nie udaje - pomysł przebicia się parasolką uznaje za idiotyczny, a siekierę ostatecznie upuszcza sobie na stopę. Sznur też dziwnym trafem nie chce się zaczepić na suficie, więc zrezygnowany bohater stoi z pętlą na szyi…

Kiedy na próbie pojawiła się grająca Lindę Christie Karina Grabowska, można było przejść do sceny łóżkowej. Allan, słysząc dzwonek do drzwi, niemal falsetem mówi „Otwarte…”, z zamkniętymi oczami czekając, aż stojący za progiem policjanci założą mu kajdanki. To jednak nie policja – okazuje się, że wróciła żona przyjaciela. Następuje więc namiętny pocałunek, a już po chwili oboje leżą na kanapie, paląc papierosy, które równocześnie podnoszą do ust. Monolog o dwojgu samotnych ludziach Maciej Wizner powinien mówić, jakby czytał go z książki. Pojawia się pytanie: jak bardzo w tej scenie aktorzy powinni być rozebrani? Reżyser jest zwolennikiem „pseudonaturalistycznego pasażu w bieliźnie”. Odtwórczyni roli Lindy uważa, że jej bohaterka nie jest atrakcyjna, więc może powinna nosić aseksualne majtki rodem z „Dziennika Bridget Jones”? Kolejny problem: co z popiołem ze wspomnianych papierosów? Trzeba posadzić na widowni strażaka? A może wystarczy jedynie zaimpregnować łóżko żaroodpornym sprayem? Można również zgasić niedopałki w kieliszkach z szampanem… kiedy Linda wychodzi po zakupy, dumny z wyczynów poprzedniej nocy Allan mówi: ”Gdyby Nancy tu była, zobaczyłaby mistrza w akcji”. Wyobraża sobie, że była żona chodzi za nim na kolanach, a on – w stylu Bogarta - oświadcza „małej”, że kocha Lindę i planuje z nią wyjechać. W tej sytuacji zapłakana dziewczyna mówi, że idzie do klasztoru, bo „został jej już tylko Bóg”…

W ostatniej scenie Linda i Dick przedstawiają Allanowi koleżankę Lindy – Sharon. Co ciekawe - dziewczyna rozmawia z neurotycznym bohaterem nie o muzyce Theloniusa Monka, lecz o innym, znacznie bardziej znanym jazzmanie – Milesie Davisie. Linda mówi Allanowi, że Sharon jest aktorką – grała w awangardowym, kręconym na 16 – milimetrowej taśmie filmie i była jedyną kobietą w obsadzie (występowała tam z dziewięcioma mężczyznami). Puenta jest dość szokująca: ów film nosił tytuł… „Gwałt zbiorowy”. Zastanawiam się, jak na ten żart zareaguje katowicka publiczność…

Mimo, iż premiera dopiero 18 grudnia, na Kameralnej stanęła już dość szczegółowa scenografia: kanapa, stół, dwa taborety, czerwony aparat telefoniczny, zakorkowana butelka wina, kwiaty w wazonie, świeczka i poduszka w kształcie serca z napisem „I love you”. W głębi – ustawione w rzędzie kosmetyki: m.in. krem do twarzy, brylantyna, żel do higieny intymnej i zasypka dla niemowląt. Pojawiły się pomysły, dotyczące muzyki – Allan po nocy spędzonej z Lindą śpiewa „I feel good” Jamesa Browna, a tłem dla jego monologu („Jestem bystry, zabawny, mam wrażliwą twarz i znakomite ciało”) jest „Rasputin” Boney M. Dariusz Chojnacki nucił „Daddy Cool”, Maciej Wizner myślał o „Macho Man” Village People, Karina Grabowska z kolei zastanawiała się nad którąś z piosenek Janis Joplin. Jako propozycja pojawiło się nawet „You Can Leave Your Hat On” Joe Cockera, którego jednak nie usłyszymy w spektaklu z prostego powodu – piosenka pochodzi z lat 80., a „Zagraj to jeszcze raz, Sam” dzieje się w poprzedniej dekadzie. Odtwórcy roli Allana neurotyczny bohater skojarzył się z Rossem z „Przyjaciół”, Maciej Wizner wspomniał także o swojej koleżance, według której „Zagraj to jeszcze raz, Sam” z 1972 roku jest najlepszym filmem Allena, a grę samego reżysera można określić krótko: mistrzostwo świata.

W trakcie próby było jeszcze bardziej zabawnie niż podczas czytania tekstu 2 października. Prym wiódł zdecydowanie Dariusz Chojnacki, podpowiadający Maciejowi Wiznerowi kwestię o „eunuchu w arabskim zoo” (w scenariuszu jest „w arabskim pałacu”) i proponujący, by w jednej ze scen wykorzystać jakiś utwór… Behemotha. W niczym jednak nie ustępował mu odtwórca roli Allana – zastanawiając się nad monologiem swojego bohatera pytał, czy może go ukarać, używając dezodorantu i zapalniczki, czyli miotacza ognia domowej roboty. W niektórych scenach kontekst zmienia się z amerykańskiego na polski, pewne sytuacje znikają (rozmowa z Lindą na temat lampy), kwestie zmieniają swoich adresatów (nie zdradzę, do kogo Allan kieruje słowa „Ty potworze! Byłeś niesamowity wczoraj w nocy!”). Grzegorz Kempinsky czuwa nad tym, by wystrzegać się żartów, które sam bardzo obrazowo określa mianem „Dolnej Bawarii”. Końcowy efekt poznamy już 18 grudnia.

Tomasz Klauza