|
09.02.2010
|
Iwona jest w każdym z nas Wtorkowe spotkanie z Attilą Keresztesem Tadeusz Bradecki rozpoczął od nakreślenia okoliczności, w jakich węgierski reżyser trafił do Katowic. Dwa lata temu dyrektor artystyczny Teatru Śląskiego brał udział w trwających cztery dni warsztatach, które odbywały się w budapesztańskim Teatrze „Bulandra”. Na zakończenie wspomnianych warsztatów Atilla Keresztes zaprezentował czwarty akt „Iwony, księżniczki Burgunda”. Naturalną konsekwencją wydawało się więc zrealizowanie całego przedstawienia. To nie pierwsze spotkanie reżysera z twórczością Gombrowicza – po skończeniu szkoły wyższej grał w „Operetce”. Attila Keresztes wprawdzie urodził się w Rumunii, ale „z kultury i języka” jest Węgrem. Przez kilka lat był związany z Teatrem Węgierskim w Cluj, od niedawna jest dyrektorem artystycznym sceny w Satu Mare. Na afiszu Teatru Węgierskiego w Cluj były sztuki Becketta, Ionesco i Mrożka. Na pierwszy rzut oka nic więc dziwnego w tym, że reżyser wystawia kolejny tekst z kręgu „teatru absurdu”. Jednak w tym przedstawieniu „Iwona…” inność bohaterki nie będzie wynikała z jej brzydoty, a spektakl będzie opowieścią o tym, jak społeczeństwo deformuje człowieka, sprowadzając go do jego najbardziej pierwotnych instynktów. Gombrowicz proponuje dwie możliwości: Iwona jest potworem (jeśli dwór będzie nadmiernie piękny) lub jedną z nas (społeczeństwo z dramatu jest nisko cywilizowane). Reżyser wybrał drugą z wspomnianych dróg interpretacyjnych. Król Ignacy, Królowa Małgorzata i reszta bohaterów przegląda się w Iwonie jak w zwierciadle i dostrzega własną brzydotę. Iwona jest w każdym z nas i tylko od nas zależy, czy ją zabijemy. Nie sposób było nie zapytać o dość egzotyczną sytuację, jaką jest reżyserowanie przez tłumacza. Keresztes wyjaśnił, że po polsku zna jedynie 50 słów, a z aktorami porozumiewa się po angielsku. Gdy nie można znaleźć danego słowa, pozostaje jeszcze język gestów. Wierzy jednak również w istnienie ponadnarodowego języka, jakim jest teatr. Jego zdaniem bardzo dobrze udało się rozdać role w „Iwonie…”, ale by zdecydować, kto ma grać tytułową bohaterkę, potrzebny był casting. W katowickiej inscenizacji niezwykle ważne zadanie spoczywa również na publiczności – będzie ona jeszcze jedną postacią w spektaklu. Koniec miesiąca to cały cykl wydarzeń, związanych z nadchodzącą premierą. 25 lutego na Uniwersytecie Śląskim odbędzie się panel dyskusyjny, zatytułowany „Aktualność Gombrowicza”. Dzień wcześniej w Teatrze Śląskim – nie tylko na temat „Iwony…” – będą rozmawiać reżyser, autorka scenografii i wybitna węgierska znawczyni polskiego dramatu i teatru (zajmowała się m.in. Kantorem, Grotowskim i Grzegorzewskim) - Nina Kiraly. Lutowa premiera odbędzie się pod patronatem Unii Teatrów Europy. Tomasz Klauza
|