10.02.2010
Studium Aktorskie
rok III
egzamin

Podobno każdy aktor marzy o zagraniu Hamleta. Tomasz Wołkiewicz miał okazję powiedzieć słynne „Być albo nie być”, będąc jeszcze studentem trzeciego roku Studium Aktorskiego. Jego Hamlet nie stwierdza faktu, lecz pyta ze zdziwieniem: „Oto jest pytanie?!”. Jest w tym zaskoczeniu także złość i niezgoda na istniejący stan rzeczy. W scenie rozmowy z Ofelią (Katarzyna Pawłowicz) mówi spokojnie, by nagle w najmniej spodziewanym momencie krzyknąć jej w twarz. Skontrastowanie postaci za pomocą stroju – półnagi Hamlet, ubrana Ofelia – mówi o nich coś bardzo ważnego. Niczym w niedokończonym „Hamlecie” Swinarskiego króluje cielesność, a aktor bardzo mocno musi wejść w kontakt fizyczny z partnerką.

Romeo (Marcin Kaleta) budzi się obok Julii (Natalia Dzierżawiec). On musi uciekać, po chwili do pokoju dziewczyny wchodzą rodzice (Aleksandra Soroko i Tomasz Wołkiewicz), by oznajmić córce, że wkrótce wydadzą ją za mąż za Parysa. Gdy Julia się sprzeciwia, ojciec wpada w furię - obrzuca dziewczynę obelgami i grozi, że ją wydziedziczy. W tej scenie zdecydowanie silniejsza interakcja nastąpiła między odtwórcami ról rodziców niż aktorami, grającymi młodych kochanków.

Grzegorz Grębosz udowadnia, że nie trzeba grać kalectwa Ryszarda III w sposób naturalistyczny. Po co kuleć, skoro jest wyobraźnia? Żydowski aktor Miches w „Odwiedzinach wodza” Brejdyganta mówi Stalinowi, że rozmowa Ryszarda III z Lady Anną to „najgenialniejsza scena erotyczna w historii teatru” – bohater nie za pomocą siły, lecz perswazji zmienia kobietę w ciągu kilku minut (Jan Kott w liście do Hanny Krall, zamieszczonym w tomie „Różowe strusie pióra”, ujmował rzecz dosadniej). Monolog Ryszarda to klarowny wywód: zabił Edwarda z powodu piękna Anny (Katarzyna Pawłowicz), teraz ona może go nakłonić do samobójstwa lub sama pchnąć go sztyletem. Kobieta go nie zabije, ale jej słowa tną głębiej niż niejedno ostrze – trudno zapomnieć fragment, kiedy, sącząc powoli i wyraźnie słowa, życzy, by żona urodziła mu zdeformowane dziecko.

W „Makbecie” aktor z kolei gra przeciwieństwo Ryszarda. W pewnym momencie bohater krew ze swoich dłoni rozciera na policzkach żony (Aleksandra Soroko). Co ciekawe – zarówno w tej, jak i poprzedniej scenie (jeśli nie liczyć sekwencji, w której Anna opluwa Ryszarda) wszystko rozegrane zostaje jedynie za pomocą umowności.

Naturalizm z kolei pojawia się w „Babci i wnuczku” Gałczyńskiego – Płeć (Marcin Kaleta) wyciska mokrą od łez chustkę, której zawartość kapie na deski Sceny Kameralnej, a w ostatniej scenie pojawia się… kura. Młodzi aktorzy muszą mierzyć się z trudną materią literacką (m.in. neologizmami typu „staruszkowatość” czy „głowowa”), Tomasz Wołkiewicz brawurowo wykonuje rockową piosenkę, w której Zbyszek wylicza, czego zabrania mu Babcia, Marcin Kaleta znakomicie mówi monolog, dotyczący Anzelma, a Grzegorz Grębosz – jako warszawski oszust Rączka - śpiewa fragment „Balu na Gnojnej”, akompaniując sobie na akordeonie. Widownia reaguje śmiechem, gdy Babcia (Aleksandra Soroko), wysyłając Zbyszka po szaliczek, ostrzega, by się nim nie skaleczył lub wtedy, gdy bohaterka mówi Płci: „Jak pan śmie z takim pornograficznym nazwiskiem przedstawiać się wdowie?!”. Poważnie jednak robi się w scenie, w której Zbyszek recytuje Katarzynie (Katarzyna Pawłowicz) „Rozmowę liryczną”, a bohaterowie siedzą w snopie ciepłego światła.

W spektaklu pojawił się również jeszcze jeden aktor, ale nie był obecny na scenie. Mowa o Andrzeju Warcabie, który jako demoniczny głos z offu czytał „Kalendarz cudów”.

Tomasz Klauza