23.03.2010
relacja z próby czytanej

„Odczarowywanie” tekstu rozpoczęte

Gabrielowi Gietzky’emu w trakcie pierwszej próby czytanej towarzyszyła Dominika Skaza, będąca od 2006 roku autorką scenografii do jego przedstawień („Ożenek”, „Traktat”, „Niestworzona historia albo Ostatni tatuś”, „…do ojca…”, „Igraszki z diabłem”, „Kupiec wenecki”, „Kambek”, „Boeing, Boeing”, „Pułapka”). Reżyser rozpoczął od przybliżenia aktorkom sylwetki Michela Tremblaya, w Polsce znanego jedynie jako twórca „Siostrzyczek” (tekst grany był również jako „Szwagierki”). Twórczość kanadyjskiego dramaturga Gabriel Gietzky określił mianem „teatralnego serialu” – w powieściach i scenariuszach Tremblaya pojawiają się postaci, wcześniej występujące w jego sztukach.

Wrocławski reżyser uważa, że „5 razy Albertyna” może się wkomponować w psychospołeczną strukturę Katowic – tekst opowiada o utraconej świetności, a z tym kojarzy się Gietzky’emu stolica Górnego Śląska. Bardzo trudno było znaleźć polski odpowiednik joualu – języka miejskiego, jakim porozumiewa się ludność robotnicza z Quebeku i którym mówią bohaterowie sztuk Tremblaya.

Planując obsadę tej opowieści o 50 latach z życia jednej kobiety, reżyser oglądał zarówno spektakle w Teatrze Śląskim, jak i rejestracje przedstawień. Rozmawiał także z dyrektorem artystycznym Tadeuszem Bradeckim. W efekcie w maju na Scenie Kameralnej zobaczymy: Dorotę Chaniecką (Albertyna-30), Barbarę Lubos-Święs (Albertyna-40), Annę Kadulską (Albertyna-50), Ewę Leśniak (Albertyna-60) i Stanisławę Łopuszańską (Albertyna-70). Madeleine - siostrę i powierniczkę bohaterki – zagra Karina Grabowska. Inicjatorką tego, co będzie się działo na scenie ma być Albertyna-70 - ugryzienie metaforycznie rozumianej magdalenki uwalnia strumień wspomnień.

Już na pierwszej próbie interesująco zabrzmiał monolog Albertyny-30, opisującej zmieniające się kolory nieba i kontrastujący z nim fragment o narastającej wściekłości. Podobnie było w przypadku Madeleine – bohaterka opowiadała o wiejskiej magii zapachów, „które przychodzą ci w odwiedziny”. Również scena kłótni Albertyny-40 z siostrą, euforia posiadającej swój bar Albertyny-50, monolog na temat szpitalnej fizjologii i „drugiej śmierci” Albertyny-70 i wypowiedź sceptycznej wobec poczynań „kosmokombinatorów” Albertyny-60 stanowią zapowiedź tego, że w maju obejrzymy ciekawe przedstawienie.

Reżyser ma nadzieję, że w przedstawieniu uda się zachować równowagę między poetyckością i realizmem. Aktorki nie powinny obawiać się rysowania swoich bohaterek za pomocą grubej kreski, nie można również unikać zawartego w sztuce komizmu, stanowiącego przeciwwagę dla dramatyzmu całej opowieści. Gietzky opowiadał także o historii rodziców Albertyny, losach jej brata i mężu Madeleine - próżno szukać tych informacji w dramacie, ale mogą one stanowić ważne wskazówki dla aktorek w trakcie pracy nad spektaklem.

Przestrzeń sceniczna będzie zgodna z tym, co autor zawarł w didaskaliach, ale jednocześnie potraktowana zostanie w sposób metaforyczny – wszystko przecież ma swój początek w głowie Albertyny-70. Rozpoczęło się „odczarowywanie” tekstu…

Tomasz Klauza