WSZYSTKO O KOBIETACH - Miro Gavran

Teatr Ludowy w Krakowie

Tłumaczenie: Anna Tuszyńska

Reżyseria i opracowanie muzyczne: Paweł Szumiec
Przestrzeń: Marek Braun
Kostiumy: Jolanta Łagowska

Premiera: 3 lutego 2006r.

Obsada:
Jolka, Ola, Janka, Dzidzia, Luiza - Marta Bizoń
Magda, Krysia, Nina, Mimi, Rozalia - Magdalena Nieć
Anita, Hania, Maria, Binia, Matylda - Beata Schimscheiner

Spektakl ten otrzymał GRAND PRIX - Nagrodę Publiczności na VI Ogólnopolskim Festiwalu Dramaturgii Współczesnej "Rzeczywistość przedstawiona" Zabrze 2006 .

Trzy aktorki, a kobiet na scenie piętnaście. W różnym wieku: od przedszkolnego po bardzo zaawansowany. Piętnaście kobiet, pięć przeplatających się wątków. Jest i poważnie, i śmiesznie. Miro Gavran napisał dobrze skrojoną sztukę, tyle że skrojona jest ona nieco inaczej niż tradycyjne wyroby teatralnej konfekcji z wyższej półki. Są tam celne obserwacje obyczajowe i psychologiczne, dobrze napisane - ze sporym marginesem dla inwencji aktorów i reżysera - dialogi, podsycające ciekawość widza puenty poszczególnych scen. Tyle że widz musi sobie sam poskładać poszczególne wątki i powiązania między nimi, bo Gavran nie tworzy spójnej fabuły. Trochę to przypomina konstrukcję telenoweli, gdzie w każdej scenie przyglądamy się innej grupie bohaterów. Tematy też są trochę telenowelowe. Dwie siostry nierozmawiające ze sobą od lat, bo jedna poderwała narzeczonego drugiej, spotykają się na urodzinach matki. Trzy pracujące w jednej firmie sekretarki skrycie rywalizują o nagle zwolnione stanowisko asystentki. Między dwie przyjaciółki wchodzi trzecia. Trzy staruszki w domu opieki kłócą się o mężczyznę (i o wszystko), w końcu występują wspólnie w programie artystycznym. Trzy dziewczynki bawią się w przedszkolu.

Na szczęście inaczej niż scenarzyści telenoweli, którzy rozwlekają do niemożliwości wątłą akcję, Gavran umie gospodarować czasem. No i zasobami ludzkimi, skoro piętnaście postaci grają tylko trzy aktorki. Trzeba tylko znaleźć takie aktorki, które z wdziękiem i talentem potrafią te postaci zagrać, w kilka sekund przeistoczyć się z jednej w inną. Paweł Szumiec znalazł Magdalenę Nieć, Beatę Schimscheiner i Martę Bizoń. I słusznie uczynił; dobra obsada w tym wypadku to połowa (co najmniej) sukcesu. Panie grają świetnie; z większą pasją w scenach komediowych niż poważnych, bo też i te komediowe są ciekawsze. Gdy trzy sekretarki drepczą uczepione wieńca na pogrzebie koleżanki i posykują złośliwe komentarze, dziewczynki w przedszkolu rozprawiają o zaletach lalek Barbie (i o życiu z dziecięcej perspektywy), jest zabawnie, z ironicznym dystansem i trafnie. Gdy śledzimy wątek skłóconych sióstr, jest tylko melodramatycznie (choć z pewnym suspensem). Ale i tak spektakl jest przyjemny; nie dowiemy się z niego może niczego odkrywczego o kobietach, ale czy koniecznie musimy?

"Teatr Ludowy. Wszystko o kobietach"
Joanna Targoń
Gazeta Wyborcza - Kraków nr 36
11-02-2006

Za sprawą Szumca - tańcują fatałaszki iluzji. Scena po scenie pląsają maski, psychologie, namiętności i myślonka. Pląsa 15 kompletnie różnych kobiecości. Przedszkolne bobasy o buźkach rumianych. Trzy wzajem podgryzające się sekretarki niższego szczebla. Matka nadopiekuńcza. Śmiertelnie skłócone siostry. Nieszczęsny kocmołuch w moherowym, szczelnie pod szyję zapiętym swetrze po prababci. Postrzelona kumpelka z roboty... Co jeszcze?

Delikatność i bezwzględność. Ogrom miłości i ogrom nienawiści. Łzy. Szczebiotania. Rozmowy o niczym. Śmichy-chichy. Lęki przed samotnością. Dobroć skrajna. Zło bez granic. Nagła wściekłość. Równie nagły koniec wściekłości... Przebieranki, nieustające żonglowanie fatałaszkami widzialnymi i niewidzialnymi, nieustanne, zakulisowe, błyskawiczne zmiany garderoby mózgów, serc i ciał. Szaleństwo żonglowania osobowościami. Rzekłbym - błyskawicowe fajerwerki aktorskie, coś jak pokaz ogni sztucznych szminek, pudrów, koafiur i czółenek na wysokim bądź płaskim obcasie.

Tak, porządne, bardzo porządne aktorstwo to jest. Tym lepsze, że na dnie trzech szaleństw żonglowania kobiecymi osobowościami miękkość tkwi. Tak. Cicha miękkość kobiecej bezradności. I delikatnie narasta ona w opowieści Szumca. Z etiudy na etiudę coraz intensywniej obecna się staje. Ich bezradność wobec pająka, co pod oczami, na czole i wokół warg z każdym dniem coraz bezczelniej sobie pozwala. Aż wreszcie jest tak, że już nic nie da się zrobić. Pozostaje czekać na koniec wiadomy. Zostaje scena ostatnia.

Oto Bizoń, Nieć i Schimscheiner jako stuletnie staruszki. Śpiewają. Trzeszczą w biodrach, gubią nuty i już nie walczą. Już się pogodziły ze swymi twarzami, w które łapie się każda przelatująca mucha. I właśnie tu, w scenie finalnej, wszystko się wyjaśnia. Jak ocalał Miro Gavran? Po prostu - był w swym pisaniu czuły dla miękkiej kobiecej bezradności. One nigdy nie zabijają za to. A bladość Szumca to nie walor trupa. To zmęczenie mężczyzny, który do końca troszczył się o delikatność własnej narracji.

Paweł Głowacki: Wyznania szczerego entuzjasty teatru
Dziennik Polski 06-02-2006

Miro Gavran - jest jednym z najwybitniejszych współczesnych pisarzy chorwackich, w 1999 roku uznany za najlepszego dramatopisarza Europy Środkowej i nagrodzony międzynarodową nagrodą Central European Time, przyznawaną przez międzynarodowe Jury w Budapeszcie. W roku 2003 otrzymał prestiżową EUROPIAN CIRCLE AWARD w dziedzinie kultury. Jego utwory przetłumaczono na kilkanaście języków. Jest tez pierwszym chorwackim autorem granym w Stanach Zjednoczonych. Co roku organizowany jest w Trnavie (Słowacja) festiwal realizacji jego sztuk - GAVRANFEST. Gavran studiował dramaturgię w Akademii Teatru , Filmu i Telewizji w Zagrzebiu, a następnie pracował w teatrze, najpierw jako dramaturg, a potem jako dyrektor artystyczny. W 1995 roku założył w Zagrzebiu Teatr Epilog, którego jest stałym dramatopisarzem. Gavran napisał kilka powieści dla dorosłych i młodzieży, słuchowisk radiowych i scenariuszy filmowych, ale jego główny dorobek stanowią sztuki teatralne: "Antygona Kreona", "Szekspir i Elżbieta", "Czechow Tołstojowi powiedział "żegnam", "Mąż mojej żony" oraz "Wszystko o kobietach".