|
|
Stanisław Wyspiański - Wesele
Najsłynniejszy chyba dramat Wyspiańskiego po raz ósmy w historii katowickiego Teatru pojawił się na scenie. Kolejny raz czekała widzów wielka, nie tylko teatralna, rozmowa o Polsce i Polakach, tym razem pozbawiona krakowskich strojów, korali i pawich piór. Rozmowa o nas dzisiaj, Anno Domini 2007. Jacy jesteśmy, jacy możemy być. Ile w nas małości i słabości, ile nadziei na wielkość, dojrzałość, godność i siłę.
Rudolf Zioło o "Weselu" w rozmowie z Aleksandrą Czaplą - Gazeta Wyborcza Aleksandra Czapla-Oslislo: Pamięta Pan swoją pierwszą lekturę "Wesela"? Rudolf Zioło: Tak. To był zachwyt nad synkretyzmem sztuki, kolorem, ruchem, muzyką, słowem, obrazem, magią drugiego aktu. Nie byłem dojrzały, by odczuć gorycz z jaką ten utwór był pisany. Gorycz i ból zapisany rejestrach "wieszczowych". Wyspiański to kontynuator najpiękniejszej myśli, wizji i historiozofii romantycznej. Nie mogłem zrozumieć przy pierwszej lekturze na czym polegał skandal, nie widziałem trajektorii lotów kul adresowanych w polskie cechy, które jak się okazuje daleko przekraczają granice Bronowic i granice wieków. Na konferencji prasowej padło stwierdzenie, że Pana "Wesele" będzie mało bronowickie. Jak będą zatem rozłożone akcenty tej inscenizacji? Rudolf Zioło: "Wesele" będzie żywą rozmową. To paradoks, że ten tekst uwięziony w okolicznościach prapremierowych, pisany z nerwem, determinacją i odwagą reportażu szybko się zamknął w formie. Gdyby chcieć zamknąć antyk w amfiteatrze czy Szekspira w "Globe" zabilibyśmy tych autorów. Teksty te odradzają się siłą interpretacji samego tekstu a nie okoliczności jego powstania i konwencji teatralnej. Myślę, że Wyspiański dłużej się wyzwalał, czekał na to, by czytać jego tekst a nie tekst z formą, okolicznościami powstania, plotką. To spektakl jubileuszowy, w którym udział bierze prawie cały zespół. Aktorzy Śląskiego od kilku lat nie mówili Wyspiańskim, jak wygląda ich ponowny dialog z patronem? Rudolf Zioło: -To bardzo zdolny zespół. Szybko zwietrzyli potencję tego tekstu jako dialogu a nie jako wiersza uwięzionego w rygorze wiersza. Mówienie tym tekstem nie jest żadnym problemem, jego słowami wyrażają coś osobistego. Skoro spektakl będzie odnosił się do współczesnej Polski, co odpowiedziałby Pan Wyspiańskiemu na słynne pytanie z pierwszego aktu: Cóż tam panie w polityce? Rudolf Zioło: Czas chaosu, jakiegoś gestem archeologa wydobytego ciemnogrodu, czas kłusownictwa na idee narodowe, patriotyczne, historyczne. Czas zawłaszczania symboli narodowych. Czas politycznego uwodzenia sloganami, mitami, polskimi archetypami. Czas usuniętych autorytetów, czas z na siłę przerabianą historią, fałszowaną na użytek posłuchu, wiecu, jakiś przykry czas Moment zepchniętej gdzieś pod ścianę inteligencji, nie w sensie dyplomu, tylko obywatelskiego i kulturowego wyposażenia. Marny czas Żadnego światła i nadziei dla Polski? Rudolf Zioło: Światło jest w młodości. -A gdyby dzisiaj miał Pan dwadzieścia lat nie wyjechałby Pan do Anglii? Rudolf Zioło: Jeżeli miałbym głód kontaktu z ludźmi i potrzebę dyskusji o Polsce to nie. Poza tym, nie chciałbym być reżyserem poza Polską. Mam zbyt dużą potrzebę dialogu, potrzebę mówienia o tym kraju, żebym chciał się gettyzować w Londynie czy Chicago. Rodziny bym nie zostawił. No i samej ziemi, z jej pamięcią, która się zapisuje w historii. Choć nigdy nie przypuszczałem, że będę żył w takiej rzeczywistości, gdzie motyw quazi bratobójczy, motyw antysemicki, endecki, mogą być żywe. Nie sądziłem, że w kontrze do procesu beatyfikacji zabito po śmierci papieża, że Częstochowa może być oddana motłochowi a spadkobiercy idei papieskich bąkną coś w gazecie a nie w obliczu Matki Boskiej Częstochowskiej, tej, która wisi w "Weselu" na ścianie. Nie sądziłem, że wolnym kraju będziemy nabierać wody w usta, że nie będziemy mówić tylko ujadać Mamy problem ze sobą. I podtrzymuję myśl, że w "Weselu" należy szukać testamentowego zdania Jana Nowaka-Jeziorańskiego, że "największym zagrożeniem dla Polski są Polacy". |