|
|
Paweł Sala - SzwaczkiSztuka która nie pozwala widzowi pozostać obojętnym. Odważna opowieść o współczesnej rzeczywistości tej szarej okrutnej i brutalnej, której często nie chcemy dostrzegać. Protest przeciwko okrucieństwu: pracodawców, losu i boga, ludzi wobec samych siebie. FRAGMENT
"Nikt z nas nie zauważył we wszechświecie ani anioła, ani archanioła...
I sądzę, że i nasi koledzy kosmonauci ze Stanów Zjednoczonych
ich tam nie widzieli."
"Jestem bardzo zakłopotana tą wizją, która otwiera się przede mną w duchu jako wielka tajemnica. Nigdy nie widziałam jej zewnętrznymi oczyma. Jestem marna i bardziej marna jako kobieta. Już jako dziecko widziałam wielkie dzieła cudu, których mój język nie mógłby nigdy wyrazić, jeśli duch Boga nie nauczyłby mnie wierzyć."
OSOBY:
Scena 1. Tu już nic nie ma
Nie istniejemy, nie-my. To już nie my! Gdybym tu jeszcze kogoś zobaczyła, ale stąd już wszyscy uciekli albo przestali istnieć. My też powoli przestajemy. Wszystko, co widzę, to zwidy. W pustce tylko szatan może szeptać, Bóg milczy... Może chociaż patrzy na nas, jak się męczymy, jak nam myśli wyżerają, jak nam wzrok zanika, jak nam... Mogłabym tylko czekać na cud. Synek... mój dzieciak... patrzę i nie wierzę, że to jeszcze on... Co mogłabym mu dać? Robi się coraz ciemniej albo może mnie się tak tylko wydaje. Poczekam na cud, usiądę i poczekam na cud, cuda się zdarzały. Ktoś nas widzi? W tej ciemnicy? Może ktoś widzi? Niech nam pomoże! Może coś ma? Tutaj już nic nie ma. Nic nie mamy. Nic. Moglibyśmy jeść własne palce... Moje palce takie drętwe, zesztywniały... Ściemnienie. Scena 2. Niech się zdarzy cud! Rozjaśnienie. Obskurne pomieszczenie z zaciekami na ścianach. Pod ścianami bele różnych materiałów, puszyste bele watoliny, białe bele flizeliny, szare bele sztywnego płótna, rolki skaju, arkusze tektury, puszki i słoiki z klejem, duży stół krojczego. Na stole narzędzia do wykrawania i skuwania. Kopyto, młotki, słoiki z nitami. W tyle ocynowane wiaderko. Zasłonka. Na pierwszym planie kilka maszyn do szycia, na razie nieczynne, silniki wyłączone. Krojczy, rozebrany do pasa, pochylony nad miednicą, myje się w zimnej wodzie. Namydla pod pachami, opłukuje, trzęsie się z zimna, prycha. Bierze ręcznik i pośpiesznie się wyciera. Po chwili wkłada koszulkę i sweter. Spuszcza spodnie i majtki, tak że widać białe pośladki, i namydla fiuta, opłukuje go w zimnej wodzie, wyciera ręcznikiem. Podciąga majtki i spodnie. Miednicę zestawia na podłogę, siada na stołku i zdejmuje skarpety. Myje stopy. Wyciera ręcznikiem. W pewnym momencie słyszy jakieś głosy, jakby jęczące, płaczące, błagające głosy kobiet. Przez chwilę nasłuchuje, rozgląda się. Patrzy na boczną ścianę, na której widnieje wielka plama pokryta grzybem i pleśnią. Głosom kobiet towarzyszą jakieś stuki. Po chwili wszystko cichnie. Krojczy wkłada skarpety, wylewa wodę do wiadra. Włącza grzałkę, robi sobie herbatę w kubku. Siada przy stole pokrytym warstwami tektury i materiałów. Pisze ołówkiem na tekturze. fragment tekstu zaczerpnięto ze strony internetowej Dialogu |