|
|
Instalacja i performance Wzrost entropii towarzyszący zachodzeniu procesów nieodwracalnych jest jedną z bardziej niezwykłych i pesymistycznych właściwości świata w którym żyjemy (skłaniającą zresztą mało zrównoważone osoby do mniej lub bardziej filozoficznych i światopoglądowych rozważań). Tę naturalną dla naszej części wszechświata tendencję można zademonstrować w prosty sposób. Przygotować ok. 200 ml groszków, z których połowę spryskać czarnym lakierem “nitro” w aerozolu, zaś drugą połowę w podobny sposób pomalować na czerwono. Na dno cylindra miarowego wsypać groszki jednego koloru, a na nie ostrożnie nasypać warstwę groszków drugiego koloru. Zawartość cylindra wstrząsać. Zaobserwować, że początkowe uporządkowanie zastąpione zostaje wzrastającym stopniowo przypadkowym bezładnym ułożeniem groszków. Bezład ten jest wręcz miarą stopnia zaawansowania nieodwracalności (i samorzutności) procesu mieszania. Cylinder z groszkami pełni więc rolę swoistego termodynamicznego “zegara nieodwracalności”, pisze Tomasz Pluciński w swej naukowej dysertacji zatytułowanej tajemniczo „POTRZĄSANIE GROSZKAMI I FILOZOFOWIE CZYLI MODEL PROCESÓW SAMORZUTNYCH”… "Nieodwracalność przypomina nam, że życie jest tylko jedno”, mówi Lavelle. Poeci, od wieków, obdarzali lub obrzucali śmierć przeróżnymi epitetami – od wyszukanych po najbardziej pospolite… Śmierć, na przemian, była kochanką lub k… Mutz wybiera drugą opcję… Na oczach widza, dokonuje zbeszczeszczenia… Depcze śmierć – nie umarłych… Umarli rozrzuceni wokół białego kosza jak na pobojowisku odpoczywają w pokoju… Mutz omija ostrożnie papierowe pociski… Rozwija – dokonuje autopsji… Podchodzi do swoich zdjęć – szuka siebie na zdjęciach i siebie w kondukcie pogrzebowym… To ten trzylatek w białym ubranku – oznaczony kółkiem… Podobnie jak wszechobecna Tekla – jako jedyna w kondukcie zawsze spoglądająca prosto w oko obiektywu… Pozostali, w większości, też nie żyją – oznaczeni krzyżykami… Jak anonimowe postaci w „Polterabend” ustawione w szeregu – idące prosto do ziemi… Centralną częścią instalacji jest biały uliczny kosz z imionami na każdym boku, wypełniony po brzegi żywymi i umarłymi, z prowokującym napisem POGRZEB ZE MNĄ… Mutz zachęca do pochylenia się nad koszem – dotknięcia śmierci – nieczystości (dla Żydów umarły jest nieczysty – tak samo każdy, kto się z nim styka, a cmentarz jest śmietnikiem) Mutz z wściekłością t ł u c z ę dłońmi w metalowy kosz – wybija znany ze sztuki rytm, któremu towarzyszy skandowanie: „einz-zwei – uciekaj, drei-vier – bleiben hier…” Następnie, jak w meczecie, zdejmuje buty przed modlitewnym dywanikiem, klęka – z tyłu, z głośników, słyszymy jak modli się po śląsku – tak jak wcześniej słyszeliśmy jak komentuje sam siebie i swoje działanie, jak woła sam siebie swoim śląskim imieniem i nie odwraca się – tak samo jak w snach nie odwracają się umarli... Odbiera kwiaty i składa odruchowo pod „tablicą” prowadzącą do kosza: „patchwork” – kir zszyty z całunem (100x170) zawiera wiersz S e a m u t z a Heaneya (Mutz anektował – prócz wiersza – imię wybitnego poety) – na marginesie pisze swój własny – gra / bawi się ze śmiercią tak samo jak gra i bawi się słowami – dust – ashes – beblać – babble… Lecz nie o zabawę tu chodzi… Tu wszystko jest autentyczne – od zdjęć poczynając, kończąc na ziemi, umieszczonej w koszu, w przepródce na popiół i niedopałki… Ziemia pobrana została 5 października z mogiły powstańców w Sosnowcu, gdzie pośród kilkunastu kolegów z I oddziału Strzelców Bytomskich, spoczywa Jan Muc – wygnany Johann z „Polterabend”: ojciec wyrzeka się syna, a syn wyrzeka się nazwiska (w oryginalnej, niemieckiej pisowni). Ten sam ojciec ma sen, w którym „wszystko jest tak jak tu” – tylko że białe: biały byfyj, stół… Mutz dorzuca biały kosz na śmieci i zdjęcia na ścianach… Zdjęcia, autorstwa Aleksandra Gabryela, są krokiem ku temu wszystkiemu, gdzie wszystko jest tak jak tu. Mutz aranżuje, pozując do zdjęć, kolejne ujęcia kolejnej sztuki – zamykającej całość… Zwykle, w teatrze, słowo wywołuje w umyśle i wyobraźni reżysera kaskadę obrazów… Mutz zastosował zasadę „odwracalności”: „napisał” – zamknął w szesnastu kadrach finał swojej ostatniej sztuki – swoiste, znów posługując się cytatem tytułu książki Jerzego Wańka, „Finis Silesia”… Sztuka rozpoczyna się adwentową pieśnią: „Archanioł Boży, Gabryel…” – a kończy „śmiercią w wodzie” (T.S.Eliot) – spowijaniem w przezroczystą folię… Gabryel zwiastuje nowe życie – lecz bywa także aniołem śmierci… Śmierć jest zarazem tabu i traumą… Pierwsze wiersze Mutza powstają, kiedy po raz drugi – już nie jako trzylatek, lecz piętnastolatek – staje przy otwartej trumnie swojej babci… Teraz, widz staje na pobojowsku…
|