|
|
Zainteresowanie tegorocznym Spektaklem Fuksówkowym z pewnością zaskoczyło nie tylko występujących na Scenie Kameralnej młodych ludzi, ale także zasiadających na widowni, która nie tylko była wypełniona po brzegi, lecz wręcz przepełniona, w związku z czym konieczne były dodatkowe rzędy krzeseł. Wśród widzów można było zobaczyć m.in. słuchaczy Studium Aktorskiego (Małgorzata Gorol, Anna Leśniak, Dominika Dzierżęga) i pedagogów (Anna Podsiadło, Jerzy Głybin, Roman Michalski, Jerzy Kuczera), a także bliskich, przyjaciół i znajomych sześciorga wykonawców. Spektakl otworzyła część muzyczna. „Fuksy roku zerowego” miały swoich „pięć minut”, by wcielić się w gwiazdy estrady. Kiedy światła zgasły, na scenie pojawiła się szczupła, ubrana na czarno postać w kapeluszu, a powietrze przeszył charakterystyczny riff, otwierający „Beat It” Michaela Jacksona. W przypadku tego wykonawcy bardzo łatwo można było popaść w parodię, skupiając się jedynie na geście łapania się za genitalia, co – zwłaszcza teraz, prawie pół roku po śmierci Króla Popu – byłoby dość niesmaczne. Na szczęście rzecz w niczym nie przypominała prymitywnego skeczu kabaretu Dno – kojarzyła się raczej z hołdem, jaki piosenkarzowi złożyli muzycy z Grupy MoCarta. Później zobaczyliśmy m.in. wijącego się Dave’a Gahana (rockowe „John The Revelator” Depeche Mode), poruszającego się w równie pamiętny sposób Freddiego Mercury’ego („Living On My Own”) i śpiewającą „Like A Virgin” Madonnę (niektórzy pewnie już zawsze będą pamiętać tę piosenkę w wykonaniu Natalie Portman w „Leonie Zawodowcu”). Nawet fragment „Marzenia się spełniają” Majki Jeżowskiej zaśpiewany był zupełnie serio. Żywioł kabaretowy wkradł się do dwóch piosenek i był bezlitosny dla ich wykonawczyń – Britney Spears i Dody (kapitalna scena z „Majdanem”). Znajomych melodii było tego wieczoru więcej – wykonawcy krążyli wokół kwestii fuksówkowych, okraszając nowymi tekstami piosenki Marka Grechuty, Maryli Rodowicz, Perfectu, a także… Spice Girls i Just 5. Co do skeczy – zapamiętałem dwie scenki. Pierwsza opowiadała o perypetiach pseudokibica GKS-u, który w przedziałach pociągu trafia m.in. na matkę z dzieckiem (wielkie brawa za znakomite odtworzenie zachowań, typowych dla maluchów) i rozmodloną Ślązaczkę (fantastyczny monolog gwarą). Druga historia pokazywała, jakie skutki mogą mieć uświadamiające rozmowy rodziców z dziećmi (puentę stanowił okrzyk dziewczyny: „Nieprawda! Ja tak nie powstałam!”). Humor, jaki zaprezentowano w poniedziałkowy wieczór, często odwoływał się do onomatopei – tego typu abstrakcyjny żart, przeznaczony dla wybranych, kojarzy mi się z działaniami Formacji Chłopięcej Legitymacje. Zresztą, przedstawienie miało nie tylko bawić – między jednym a drugim wybuchem śmiechu można było usłyszeć dwa wyznania miłosne: kierowane do mężczyzny i… do teatru. W pamięci zostaje również intrygujący, zanurzony w niebieskim świetle balet, któremu towarzyszą mechaniczne ruchy wykonawców. O perfekcji wykonania najlepiej świadczy fakt, ż spektakl zakończyła owacja na stojąco. Sukcesem tych młodych ludzi jest także to, że na widowni pojawili się przedstawiciele mediów – m.in. z Telewizji Silesia. Wieczór zakończyło uroczyste rozdanie indeksów, które studenci – nie tylko ci, występujący na scenie – otrzymali z rąk dyrektora Bradeckiego. Tomasz Klauza foto Lisiak.pl |